I choć spontanicznie nie zawsze oznacza nieprzemyślanie, to w moim przypadku niestety tak było. W 100%.
Po raz dlatego, że nie wzięłam Anielowej kombinezonu, kurtki na zmianę, grubego szalika i kremu, po dwa dlatego, że wzięłam za mało ciuchów na stylówki, a przecież tło miałam niesamowite!!!
Gdzie się nie odwróciłam wyszywane wzory i góralskie motywy, które aż zapierały dech w piersiach
i w każdej minucie tego krótkiego pobytu żałowałam, że nie mam lustrzanki i nie umiem robić pięknych zdjęć. Bo teraz miałabym na karcie pamięci same cudeńka :)
Spaliśmy w naszej ulubionej Willi Szarotka położonej ponad 1000metrów n.p.m., skąd widok na góry zazwyczaj jest niesamowity i można nie wychodzić na zewnątrz rozkoszując się widokiem z balkonu. No właśnie- ZAZWYCZAJ. Pierwszy raz (na 8 lub 9- nie mogę się doliczyć) będąc w górach w ogóle nie widziałam G Ó R !!! Od środy do soboty była taka mgła, że nawet na chwilę nie zobaczyłam Giewontu. Może dlatego do końca nie czuję, że byłam w Zakopanem, choć góralskie motywy próbowały mi to wmówić na każdym kroku, a ciepły oscypek z żurawiną na Krupówkach tylko upewniał mnie w tej racjonalności. Nawet w czwartek uparliśmy się na wjazd na Gubałówkę, by choć trochę poszerzyć horyzont, a jak wiadomo- tam jeszcze gorzej i mgła dużo gęstsza. Wjazd kolejką był dla nas felerny w skutkach, bo Anielowej znudziło się siedzenie w ciepłym wózku i postanowiła chodzić :) Matka z zadowoleniem piła gorącą czekoladę...
A. wywróciła się jeden jedyny raz, za to prosto w asfaltową papkę błota, spalin, jakiegośtam śniegu i ogólnego syfu. Początkowo się tym nie przejęłam i po przyjeździe do willi go zaprałam, aby wysechł do następnego ranka, ale niestety: Mój ukochany, wymarzony i wyśniony płaszczyk z kokardą nie wyszedł bez szwanku z tego upadku- po praniu ręcznym prawie nic nie zeszło, a po wypraniu w automacie zostały ślady na kieszeni i rękawach... Nawet odważyłam się go odplamić (sic! Do wełny nie używa się vanisch!) i powstało nowe, świeżutkie odbarwienie. Naiwna ;)
Do końca pobytu Aniela chodziła w brudnym płaszczu :P
Mgła ma też swoje zalety, z których w pełni korzystaliśmy- to jest darmowa inhalacja dla naszego dziecka, więc na spacery chodziliśmy jak tylko się dało :)
Mimo tego było pięknie, cudownie, wspaniale i jeszcze lepiej, oderwanie od codzienności, pyszne obiady i śniadania, nowe znajomości i odwiedzenie starych kątów. Tego klimatu surowego drewna we wnętrzach, góralskiej kapeli i grzańca, gdy za oknem ośnieżony stok narciarski- nie da się wyczarować na pomorzu, nie ukrywajmy :)
Nie potrafię skracać filmików, więc jest długi i nudny, ale spójrzcie od 32sek:) Bezcenne :D
Piątek, jakieś 80m przed naszą Szarotką :)
Dziękuję za wszystkie miłe słowa, które nam piszecie, jest to niezmiernie budujące, bo choć blog ten jest w pewnym sensie naszym pamiętnikiem i albumem na przyszłość, to cieszymy się, że możemy dzielić się z kimś naszym dniem codziennym :)
















Super zdjęcia :) Kocham Zakopane, choć zawsze jest tam taki tłok :/
OdpowiedzUsuń